O wdzięczności napisano już wiele książek. Mówi o niej Biblia, mówią o niej rekolekcje, mówią szkolenia z rozwoju osobistego. I bardzo mnie cieszy, że coraz częściej traktujemy ten temat poważnie: zaczynamy praktykować wdzięczność na co dzień i zauważamy, że ona naprawdę potrafi zmienić naszą rzeczywistość. Zmienia perspektywę, z której patrzymy nawet na problemy, z którymi mierzymy się każdego dnia.
A jednak jest pewien szczegół, który obserwuję bardzo często. Podczas indywidualnych sesji, w rozmowach, a czasem także u samej siebie.
Słowo na trzy litery
Zaraz po wypowiedzeniu wdzięczności bardzo często pojawia się pewne słowo na trzy litery: ale.
Brzmi to mniej więcej tak:
- „Jestem wdzięczna za swoją pracę, ale mogłabym zarabiać więcej.”
- „Cieszę się, że mam rodzinę, ale chciałabym mieć wreszcie chwilę dla siebie.”
- „Doceniam to, co osiągnęłam, ale inni są już dużo dalej.”
Zauważ, co się tutaj dzieje. Pierwsza część zdania otwiera coś dobrego. Druga natychmiast to zamyka. Po „ale” prawie zawsze przychodzi lista braków: tego, czego nam jeszcze do pełni szczęścia brakuje. Wdzięczność niby jest, ale jakby wyszczerbiona. Ja nazywam ją szczerbatą wdzięcznością.
Co nam zabiera „ale”
Można zapytać: co w tym złego? Przecież to szczere. Faktycznie czegoś nam brakuje, faktycznie coś mogłoby być lepsze.
Rzecz w tym, że takie „ale” działa jak gumka. Wypowiadamy wdzięczność i w tej samej sekundzie ją wymazujemy. Uwaga, która przez chwilę była przy tym, co mamy, natychmiast przeskakuje do tego, czego nie mamy. Zostaje niedosyt. I to niedosyt podkreślony, bo sami go dopowiedzieliśmy.
Taka wdzięczność jest w porządku, to zawsze coś. Ale ograbiamy się z czegoś więcej: z możliwości zatrzymania się przy dobru na dłużej niż pół zdania. Z poczucia, że to, co mamy, już teraz ma wartość. Nie kiedyś, po spełnieniu kolejnych warunków. Teraz.
Czysta wdzięczność: ćwiczenie z kropki
Alternatywą jest coś, co nazywam czystą wdzięcznością. Zasada jest prosta: zdanie wdzięczności kończy się kropką.
„Jestem wdzięczna za swoją pracę.” Kropka. „Cieszę się, że mam wokół siebie bliskich ludzi.” Kropka. „Dziękuję za ten dzień.” Kropka.
To trudniejsze, niż się wydaje. Spróbuj przez kilka dni po prostu łapać się na swoim „ale”. Nie oceniaj się za nie, samo zauważenie to już bardzo dużo. Potem eksperymentuj: kiedy usłyszysz, że „ale” ciśnie się na usta, zatrzymaj się i zostaw zdanie z kropką na końcu. Zobacz, co wtedy czujesz.
Ważne zastrzeżenie: czysta wdzięczność nie oznacza udawania, że wszystko jest idealnie. Twoje potrzeby i marzenia są ważne i zasługują na osobną rozmowę, osobny plan, osobne działanie. Chodzi tylko o to, żeby nie doklejać ich do każdego podziękowania. Wdzięczność i dążenie do zmiany mogą istnieć obok siebie, jedno nie musi kasować drugiego.
Małe pytanie na koniec
Przyjrzyj się swojemu językowi przez najbliższe dni. Jak wygląda Twoja wdzięczność: czysta czy szczerbata? Czy potrafisz powiedzieć „dziękuję, jestem wdzięczna za to, co mam” i na tym skończyć? A może zaraz po słowach wdzięczności niemal automatycznie pojawia się „ale”?
Życzę Ci dobrego dnia. I coraz więcej wdzięczności bez słowa „ale”.